Trudny sprawdzian Dacii Duster

W Stalowej Woli rozegrana została druga runda Dacia Duster Elf Cup, która odbyła się w ramach Rajdowego Pucharu Polski Samochodów Terenowych. Na starcie stanęło łącznie dziesięć Dacii Duster Elf Cup: jedna w kategorii gość, jedna otwierająca trasę z numerem zero, pozostałe zaś rywalizowały w Rajdowym Pucharze Polski Samochodów Terenowych, w grupie S2.

Do próby Stalowa Wola wystartowało łącznie 28 załóg klasyfikowanych w ramach RPPST. Spośród zawodników Dacii najlepszym czasem przejazdu popisali się Krzysztof Wicentowicz i Bartłomiej Boba – wygrali OS 1 nie tylko w pucharze DDEC, ale również w grupie S2, zaś w klasyfikacji generalnej RPPST zajęli 7. miejsce. Drugi czas osiągnęli Jan Kozioł i Tomasz Nowakowski, tym samym uzyskując 3. pozycję w S2. Kolejna lokata przypadła Konradowi Sznajderowi i Tomaszowi Mroczkowi, którzy uzupełnili pierwszą dziesiątkę klasy seryjnej RPPST.

– Jechało nam się bardzo dobrze, wraz z Bartkiem, moim pilotem, przyłożyliśmy się do zapoznania z tym odcinkiem – opowiadał na mecie Krzysztof Wicentowicz. – Miałem mnóstwo radości, jechałem cały czas z uśmiechem na twarzy, nie wiem jak to możliwe, ale w ogóle się nie stresowałem. Nigdy nie byłem na tym rajdzie, ale słyszałem, że jest mocno off-roadowy, więc niedzielę zacznę spokojnie i pojadę swoim tempem.

Drugi dzień zmagań okazał się wyjątkowo ciężki dla wszystkich zawodników. Spośród 28 ekip startujących w pucharze Polski do mety dotarło jedynie 18. Na trasie było dużo wody, błota i piasku. W takich warunkach procentowało off-roadowe doświadczenie i duża moc silnika. Co ciekawe zawodnicy startujący Daciami podkreślali, że w ciężkich warunkach samochody te świetnie dawały sobie radę! Już po 5 km od startu, tuż nad brzegiem rzeki Łęg, powstało trudne do pokonania rozlewisko, które zatrzymało wiele samochodów ze wszystkich klas. Dalej odcinek prowadził leśnymi, śliskimi po deszczu drogami, gdzie najmniejszy błąd mógł skutkować uderzeniem w drzewo. Na otwartych przestrzeniach poligonu zawodnicy musieli zmagać się z kopnym piaskiem i głębokimi koleinami.

W rywalizacji DDEC najlepszym wynikiem popisali się Wojciech Furman i Michał Augustyniak. Załoga ta wykorzystała swoje doświadczenia terenowe oraz znajomość poligonu. Objęli prowadzenie na OS2 i ten wynik dowieźli do mety. Po OS3 nastąpiła zmiana miejsc w czołówce – na drugą lokatę wspięła się Magdalena Zając i Kazimierz Ruszel, którzy wyprzedzili Dacię z numerem 229. Jan Kozioł i Tomasz Nowakowski pomagali na trasie Klaudii Podkalickiej i finalnie musieli zadowolić się najniższym stopniem podium.

Po świetnej walce i niezłych międzyczasach z gry o podium odpadł duet Wicentowicz/Boba. W ich Dacii awarii uległ układ napędowy i na pierwszym przejeździe musieli skorzystać z taryfy (ostatecznie 4. lokata). Stawkę Dacii uzupełnili Tomasz Baranowski i Grzegorz Konczak, którzy zaliczają swój pierwszy rajdowy sezon. Zadowolenia z zajętego miejsca nie ukrywał Wojtek Furman. – Długo na to czekałem. Wiele startów w różnych rajdach, ale pierwszego miejsca jeszcze nigdy nie miałem! To wymarzona, wytęskniona pozycja. To był bardzo trudny rajd, momentami było naprawdę trudno i dla sprzętu, i dla nas. Wytłukło nas porządnie. Znaliśmy tę Baję z poprzednich edycji i wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo – mówił.

Miłość do… Dustera wyznała nam Magdalena Zając! Dlaczego? Tłumaczy w wypowiedzi. – Zajęliśmy drugie miejsce i to pomimo tego, że staliśmy za zakopanymi konkurentami! Uwielbiam takie trasy, to był porządny rajd, z błotem, koleinami, piaskiem, hopkami. W takich warunkach chyba pomogło nam typowo off-roadowe doświadczenie. Kocham Dacię Duster! Wszędzie dawała sobie świetnie radę, nawet gdy już myślałam, że się zakopie.

Z przygodami podróżował Jan Kozioł (3. miejsce). – To był bardzo ciekawy rajd! Nieprzewidywalny, wymagający, trudny. Było to duże wyzwanie dla naszych samochodów, ale poradziły sobie z nim doskonale. Jadąc na odcinku trudno było nam uwierzyć, co te samochody potrafią. Jak to na rajdzie, nie zabrakło przygód: zmienialiśmy koło, zakopaliśmy się, holowaliśmy konkurentów.

– Mieliśmy awarię dyfra, co niestety zdarza się w tym sporcie – komentował Krzysztof Wicentowicz. – Wcześniej tempo było bardzo dobre i bezpieczne, więc trochę szkoda. Dotarliśmy do mety, mamy kolejne punkty i jest fajnie, bo podium wygląda inaczej, a sezon zapowiada się emocjonująco.

– Ten rajd to jedna wielka przygoda – opowiadał Tomasz Baran. – Nie było tu nic płaskiego, wszędzie górki, piaski i mnóstwo wody. Na szczęście udało się dotrzeć do mety bez większych przygód. Nigdy wcześniej nie jeździłem w rajdach, tym bardziej terenowych, ale podoba mi się i to bardzo. W tak trudnych warunkach nie wszystkie Dacie zameldowały się na mecie. Zabrakło wśród nich Konrada Sznajdera i Tomasza Mroczka, którzy uszkodzili tylne zawieszenie i nie zmieścili się w limicie czasu przewidzianego na naprawy: Na wyjściu z zakrętu uderzyliśmy w pieniek i urwaliśmy tylne koło. Mam nauczkę, że nie można jeździć poboczami, na trasie pieńki nie rosną – żartował w serwisie.

Michał Kidacki i Roman Kiciński nie ukończyli rajdu ze względu na przegrzewający się silnik. – Straciliśmy wodę z chłodnicy. Próbowaliśmy jechać dalej, dolewaliśmy wody, którą dostawaliśmy po drodze, ale niestety musieliśmy się poddać – tłumaczyli. Podobne problemy mieli Marcin Górny i Michał Bojar. – Niestety motor się przegrzewał i żeby go całkiem nie zamordować, musieliśmy się wycofać. Katarzyna Makowska nie oddała karty drogowej. Trasę Baja Carpathia pokonali też dwaj dziennikarze: Jacek Jurecki i Marek Wicher. Prowadzili Dustera z numerem „0”, który otwierał trasę przed zawodnikami.

W klasyfikacji generalnej RPPST zwyciężył Jacek Soboń jadący z Waldemarem Niezabitowskim. Druga lokata przypadła Tomaszowi i Filipowi Gołkom, a na trzeciej pozycji dotarli Janusz Ellert i Tomasz Kwaśniewski.

PUNKTACJA PO II RUNDZIE PUCHARU DACIA DUSTER ELF CUP:

Wicentowicz/Boba 30, Zając/Ruszel 27, Furman/Augustyniak 20, Kozioł 20, Sznajder/Mroczek 15, Kidacki 10, Baranowski/Konczak 8.

Źródło: Rajdy24.pl

Fot. Ireneusz Bobowski

Polecane